Olka
Kaźmierczak
30/12/19

Co można zrobić w rok bez planu, czyli podsumowanie mojego 2019 roku w pracy

Gdy 22 grudnia ubiegłego roku naciskałam czerwoną słuchawkę w oknie Skype’a z klientem, zamykałam, jak się później okazało, ostatni projekt strategiczny w ramach POP UP GRUPY, a zaczynałam rok prywatnych i zawodowych przepoczwarzeń.

Przeznaczenie wzięło mnie z zaskoczenia na wyspie archipelagu szwedzkiego, gdzie w październiku 2018 r. odbył się zjazd kobiet sieci HER Global Network. Podczas jednego z punktów programu, sesji oddychania psychodelicznego z Evą Kaczor odkryłam wstyd. Gdy dziewczyny z mojej grupy dzięki hiperwentylacji tańczyły, śmiały się lub zastygały w bezruchu, ja wylewałam potok łez na tą wrażliwą dziewczynę, którą przez lata ukrywałam pod kolejnymi warstwami zbroi, aż przestałam poznawać ją w lustrze.

Odkrycie aktu autoagresji, jakim było wstydzenie się siebie, było początkiem mojej podróży duchowej, a co za tym idzie, zawodowych zmian. Wróciłam do Polski z nieśmiałą myślą, że zawieszę POP UP GRUPĘ i przypomnę sobie, czego się tak bardzo wstydzę i boję. Mogłam sobie na to pozwolić, bo zawczasu odłożyłam niezłą sumkę (miałam zainwestować w rozwój firmy), a na tapecie nie miałam nowych zleceń (pracowałyśmy w POP UP GRUPIE projektowo, a większe kontrakty kończyły nam się w 2018 roku).

Wiedziałam, że nie wymyślę nic mądrego pod presją czasu, stresu i na tym etapie nie dającego się wyleczyć wakacjami przemęczenia, więc zanim na dobre rozkręcił się styczeń, wyjechałam na Sri Lankę. Przez cztery tygodnie zaczynałam dzień od medytacji, jogi lub surfingu. Popołudniami wygrzewałam się jak kocur na leżakach z palet. Na śniadanie i obiad jadłam curry, a kolacją nie musiałam się martwić, bo odkąd zaczęłam chodzić spać o 21, wypadła z repertuaru. Przez cztery tygodnie nie założyłam butów poważniejszych niż klapki i nie otworzyłam komputera, a jedynym wysiłkiem intelektualnym były krzyżówki rozwiązywane na hamaku z mężem.

Po powrocie do Polski nie potrafiłam odnaleźć się w swoich obowiązkach. Z jednej strony chciałam się kreatywnie wyżyć, z drugiej brakowało mi serca do nowych klientów i potencjalnych projektów z nimi. Czułam się, jakbym siedziała przed rozpędzonym kołem garncarskim i próbowała zebrać do kupy rozpadające się i bryzgające na twarz kawałki gliny. Po 10 latach intensywnej pracy z markami branży mody musiałam nie tylko fizycznie się zatrzymać, przyjrzeć wszystkiemu, co do tej pory zrobiłam, ale też wejść w kolejne miesiące bez planu i na bieżąco improwizować. Czyli, z grubsza, zachować się wbrew swojej naturze.

Przez chwilę myślałam, że niechęć do pracy to wakacyjny spleen, który minie razem z jetlagiem, ale nagle zrobił się 8 marca, a ja na Dzień Kobiet w krakowskim Starbucksie mówiłam ze łzami w oczach, że nie wiem, co będzie dalej.

Ostatni raz w 2019 roku wypowiedziałam frazę „strategia marki” rozmawiając w czerwcu z Sandrą Sandor, założycielką węgierskiej marki Nanushka. Po wywiadzie z Sandrą, który ukazał się na Vogue.pl, dostałam propozycję pracy strategicznej dla niej. Przyszło mi do głowy, że może właśnie na tą szansę czekałam? Że nie chodziło o to, że mam rzucać strategię, ale, że mam zacząć pracować globalnie, jak marzyłam od pierwszego dnia POP UP GRUPY. Z Nanushką w CV miała stanąć przede mną otworem praca z niezależnymi markami na całym świecie, zapakowałam się więc w samolot do Budapesztu i 7 czerwca zasiadłam biurze Nanushki, naprzeciw człowieka, który miał mi dać szansę wejścia na kolejny poziom kariery.

To, że dostanę tą pracę było pewne. Przez 10 lat harowałam, by znaleźć się na kanapie jak z Mad Mena i udowodnić, że jestem dla marki najlepszą możliwą opcją. Ale los miał inne plany. Negocjacje przeciągały się. Nie zgadzał się budżet, tryb pracy, harmonogram i chemia. Podziękowałam Nanushce za gościnę i za cenną lekcję o swoich potrzebach i wróciłam do Gdańska zamknąć POP UP GRUPĘ.

W międzyczasie przepracowałam swój branding i odebrałam maila od Kasi z Amrestu, że jej zespół przylatuje w lipcu do Trójmiasta i chce wziąć udział w moim szkoleniu strategicznym. „Zrób z nami, co chcesz” – usłyszałam po raz drugi w tym roku od menadżerki korporacji. Wcześniej wolną rękę dał mi Starbucks na dzień kobiet, teraz dostałam zielone światło w ciemno od korpo, które w kontraktach i umowach zazwyczaj ustala każdy szczegół współpracy. Ale mnie nie zatrudniało korpo, tylko Kasia i Diana, które są tu ze mną na blogu i Instagramie od dawna, czytają, rozmawiają ze mną i wstrzymują oddech przy moich wzlotach i upadkach.

Jeszcze w czerwcu, gdy zaczęłam pracować nad szkoleniem dla Burger Kinga, wpadłam na koncept Strategii osobistej. Zamiast mówić o strategii marki, do której chwilowo serca brakło, przygotowałam dla dziewczyn z „Burgera” kilka prostych ćwiczeń z pytaniami o system wartości i zawodowe marzenia. Bazowałam na narzędziach strategicznych, które przez ostatnie miesiące zawodowego zwątpienia testowałam na sobie, próbując rozwikłać wewnętrzny, zawodowy dramat. Notatek z mojego osobistego procesu było tak dużo, że już na tym etapie wiedziałam, że z pojedynczej akcji dla Burger Kinga będę chciała zrobić cykliczne szkolenie. Mamy to – po 6 miesiącach myślenia w końcu jakiś konkret.

Na spotkanie z dziewczynami z „Burgera” poleciałam, jak na skrzydłach, zrobiłam swoje, zjadłam lunch w przemiłym towarzystwie i sekundę po małym sukcesie ogarnął mnie niewyobrażalny strach i zwątpienie. Przestraszyłam się, że nie mam kwalifikacji do prowadzenia podobnych szkoleń, że ludzie mogą poczuć, że ich naciągam (ktoś mi płaci kupę pieniędzy, a ja mu daję kilka prostych ćwiczeń!), że moja zmiana zainteresowań może się wydać niespójna i tak dalej. Jednym słowem: „co ja tu kurwa robię?”.

Mniej więcej z tego czasu mam zdjęcie z Dworca Centralnego: sekundę po tym, jak „udawałam” na sesji zdjęciowej girlboss w marynarce Balenciagi za 9 tysięcy złotych, siedzę zapłakana i boję się, że ktoś zaraz odkryje, że jestem oszustem. Wyda się, że błądzę, nie mam pomysłu na siebie i nic nie umiem, a moje nowe pomysły są banalne jak bułka z keczupem.

Po  krótkim akcie przemocy wobec siebie, wróciłam do strategii osobistej na ugiętych nogach. Nie poddałam się, bo przetestowałam na sobie moc własnych ćwiczeń i wiedziałam, że pozornie proste pytania wyciągają na powierzchnię najważniejsze rzeczy. Z resztą, sama zawsze ceniłam tych, którzy przekazują wiedzę prostymi słowami i jednym prostym pytaniem są w stanie zdzielić mnie w twarz.

Zwyciężyła ciekawość. Chciałam sprawdzić, co się stanie, gdy zacznę szkolić ludzi. Gdy opowiem o swoich wątpliwościach i trwającym procesie. Podzielę się ekscytacjami i odkryciami.

We wrześniu ruszyłam z promocją pierwszej edycji Strategii osobistej. W cztery dni 50 osób zadeklarowało, że chce spędzić ze mną 6 godzin na szukaniu swojego powołania. Druga edycja szkolenia i znowu „pełna chata”. Choć w mniej dogodnej lokalizacji, bo w Gdańsku, sprzedałam 30 miejsc. Dostałam kredyt zaufania, że cokolwiek nie zrobię, jesteście ze mną. I znowu wiatr w żaglach.

2019 rok zakończyłam akcją #OGARNIAMZOLKA, podczas której przez pięć dni, od 9 do 13 grudnia wykonując proste ćwiczenia odgruzowywaliśmy nasze życia zawodowe. To chyba wtedy, gdy w swoich relacjach tagowały mnie kolejne osoby pisząc, że wywalają z agendy współprace z nierokującymi klientami czy decydują się na realizację długo odkładanych pomysłów zrozumiałam, że moje miejsce na ziemi jest dokładnie tu, skąd dziś do Was nadaję: w sieci, na blogu, w zdaniach podrzędnie złożonych, którymi chcę Was przekonać, że wszystko, czego szukacie, jest w Was. Wystarczy wytężyć wzrok, wyostrzyć słuch i zadać sobie pierwsze pytanie.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.