Olka
Kaźmierczak
24/11/13

Hierarchia pierwszego rzędu

Bitwa pod Grunwaldem to nic nieznacząca sprzeczka w porównaniu z tym, co dzieje się podczas zajmowania miejsc na pokazach mody. W walce o pierwszy rząd często nie obowiązują zasady dobrego wychowania, a zdrowy rozsądek odchodzi w zapomnienie wraz z pierwszym krokiem postawionym na czerwonej wykładzinie.

Mityczne miejsce bogów, obszar nobilitujący społecznie. Krążą wokół niego legendy – próbowało się tam dostać wielu, jednak tylko nieliczni dostąpili zaszczytu oglądania kreacji z prawdziwego bliska. Historia pierwszego rzędu, to historia radości, ale również kontrowersji i afer, jak wtedy, gdy okazało się, że zasiadające w nim gwiazdy opłacane są przez agencje public relations horrendalnymi kwotami. „Dark secret behind fashion for celebrity front rows" – głosi nagłówek artykułu, w którym projektantka Nicole Farhi zdradza sekrety nikczemnych agentów kupujących obecność gwiazd na pokazach. Dzieje pierwszych rzędów to temat na przeplataną łapówkami, aferami i oburzonymi głosami powieść kryminalną. Podczas gdy jedni tylko marzą o pierwszym rzędzie, inni wykreślają siedzenie w nim ze swojej listy 30 Before 30. Zapotrzebowanie na pierwszy rząd jest bardzo duże, lecz mało kto. w tym pierwszorzędnym zamieszaniu, próbuje odpowiedzieć na pytanie:

Kto powinien zasiadać w pierwszym rzędzie?

Każdy szanujący się koncern/ projektant ma opracowaną strategię sadzania gości na pokazach mody, w tym dokładny plan uwzględniający to, kto zasiądzie w pierwszym rzędzie i, najczęściej ubrany w kreacje od projektanta, trafi na pierwsze okładki gazet. I tak na froncie, czasami przypominającym ten wojenny, zasiadają wyselekcjonowane gwiazdy i dziennikarze mody, reszta miejsc podzielona jest na sekcje dla kupców i partnerów. Dysproporcje wynikają zazwyczaj z upodobań organizatorów, polityki firmy, bądź z ilości osób z poszczególnych branż. Bliskość wybiegu determinowana jest związkiem danej osoby z marką, siłą jej oddziaływania na opinię publiczną i rolą, jaką może odegrać już po pokazie, na przykład zapewniając kolejne publikacje. Podział ten funkcjonował nienagannie do momentu, kiedy to doszło do pewnych przetasowań w grupie najbardziej wpływowych osób. W pierwszych rzędach, tuż obok krytyków i dziennikarzy mody, zaczęli się pojawiać blogerzy – nowi guru stylu miesięcznie potrafiący dotrzeć ze swym przekazem do setek tysięcy osób na całym świecie. Profesjonalnie blogujący, czujący się doskonale w sieci influencerzy, zaczęli relacjonować pokazy mody na bieżąco, zapewniając zainteresowanym z całego globu wewnętrzny wgląd i dostęp „instant”, a co za tym idzie złudzenie realnej obecności na pokazie. Obecność blogerów okazała się ważna, bowiem to oni w dużej mierze odpowiedzialni są za kreowanie trendów i... błyskawiczny wzrost sprzedaży.

Skład FROW-u od czasów pierwszego nowojorskiego fashion weeka diametralnie się zmienił, nadal większość marek dba jednak o to, by identyfikować się z zasiadającymi w nim celebrytami, a dziennikarzom i krytykom mody (pokaz to przecież miejsce ich pracy!) zapewnić warunki na tyle dobre, by głównym przedmiotem ewentualnych publikacji była sama kolekcja, a nie nic nieznaczące niuanse wynikające z wadliwej organizacji wydarzenia.

Piszę o oczywistościach, które, o ile są standardem na pokazach międzynarodowych, o tyle w Polsce traktowane są z przymrużeniem oka. I tak po pokazach, zamiast o kolekcjach, czytamy o tym, kto kogo obraził, kto spotkał na swoim miejscu nieproszonego gościa, kto obserwował wybieg ze schodów... Portale plotkarskie bardzo szybko podchwytują temat i jesteśmy świadkami kolejnej błazenady z udziałem polskich celebrytów.

Jaki ma to wpływ na markę? Jest ona kojarzona z obrażoną aktorką serialową, czy słynnymi już „aferami krzesełkowymi”. Konkluzja? Skład pierwszego rzędu powinien być dobrze przemyślany. Chodzi przecież o to, by siedziała tam „pierwsza liga”: gwiazdy, z którymi firma się identyfikuje, wpływowi krytycy mody/ dziennikarze/ blogerzy, osoby blisko związane z marką. To od organizatorów pokazu zależy przecież, jaki będzie odbiór kolekcji. Nawet najlepiej przygotowana prezentacja może przegrać w starciu z nieporządkiem na sali, zapraszaniem przypadkowych, zupełnie niezwiązanych z marką gwiazd, czy z wariacką hierarchią na podstawie której stwierdza się, że niemająca nic wspólnego z modą drugoplanowa aktorka jest ważniejsza od dziennikarza.

Nieumiejętna organizacja pokazu, w tym „obsadzania" pierwszego rzędu często wiąże się z takim zamieszaniem, że w rzeczywistości mało kogo obchodzi kolekcja. Skład pierwszego rzędu ewoluuje wraz z gustem konsumentów, czyli tych, którzy poprzez zakup kolekcji przyniosą marce realny, finansowy zysk. Poniekąd to oni usadzają na najlepszym miejscu kolejne gwiazdy czy blogerów modowych. Gust się jednak zmienia, a kontrowersja, gdy staje się codziennością, nie jest już postrzegana za kontrowersję. Coś, co pozostaje niezmienne – krytyka, opisujące i systematyzujące modę rzetelne opinie pozwalające nam nie zwariować w świecie, w którym na każdym kroku musimy dokonywać wyborów, również tych estetycznych. I na koniec dnia zawsze będziemy woleli, by kojarzono nas ze wszystkim, tylko nie z obciachem.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.