Olka
Kaźmierczak
07/09/14

Marka: + Jean-Charles de Castelbajac

Moda, sztuka, działania performatywne oraz media społecznościowe. Brzmi jak małżeństwo bez rozsądku? Wręcz przeciwnie. O tym, jak wiele wspólnego mają te pozornie odległe bieguny, przekonać się można śledząc twórczość Jeana-Charlesa Castelbajaca. Mistrza koloru, artysty graffiti i bodaj najciekawszego ekshibicjonisty ery Facebooka.


Za każdym razem, gdy zrezygnowani stwierdzicie, że nie potraficie sieci zaoferować nic nowego, spójrzcie na fanpage Jean-Charles Castelbajac, traktujący o historii powstałej na przecięciu się mody i sztuki. Pełna „zwykłego” życia wirtualna komunikacja bazuje na zainteresowaniach projektanta, od lat 70. ubiegłego wieku demokratyzującego sztukę i wcielającego ją w formy kolejnych projektów modowych. Awangardowy obrazoburca, w latach 70. i 80. inspirujący brytyjską scenę projektancką, współpracował z takimi twórcami sztuki współczesnej jak Robert Combas, czy Loulou Picasso, a w latach 90. został poproszony o… zaprojektowanie szat dla 5 000 księży, 500 biskupów i papieża Jana Pawła II na jego wizytę w Paryżu.

Postać Jeana-Charlesa, markizy gminy Castelbajac, to zagadnienie na osobną rozprawkę, dlatego też tematem wpisu chcę uczynić obecność marki Jean-Charles de Castelbajac w internecie. W arcyciekawy sposób przełożono bowiem działalność tworzącego od 40 lat projektanta na język tętniących życiem i zmieniających się w zawrotnym tempie mediów społecznościowych.

Znakiem rozpoznawczym komunikacji na Facebooku (na którą tak mało marek ma oryginalny pomysł), stał się między innymi „+” symbolizujący skrzyżowanie mody ze sztuką. Zdjęcia oryginalnych rysunków Castelbajaca zdobiących przypadkowe mury, restauracyjne serwetki i wielkoformatowe arkusze papieru, przypominają o związkach projektanta z malarstwem i są próbą przemycenia namiastki sztuki do codziennego krajobrazu Francji. To w wersji metaforycznej. Sprowadzając jednak pojawiające się na Facebooku komunikaty do poziomu standardowego odbiorcy stwierdzić można, że są one po prostu ładnymi obrazkami z zakulisowego życia artysty.

Ważnym (i intensywnie komunikowanym) elementem twórczości i egzystencji Castelbajaca jest bez wątpienia rodzina, której zdjęciami projektant chętnie dzieli się na swoim firmowym fanpage’u. Na stronie www w zakładce „Tribe”, czytamy o rodzie Jeana-Charlesa – „fundamencie jego stylu, wizji, wartości, a przede wszystkim jego przywiązania do trwałości i dzielenia się”.

Jako o postaci z kilkudziesięcioletnim dorobkiem, o Castelbajacu komunikuje się również w kontekście jego dawnych kolekcji i spektakularnych, błyskotliwych projektów, nadal potrafiących wywoływać „ach” i „och”. Do archiwalnych zbiorów wprawdzie sięga się rzadko, jednak jeśli już, to po takie skarby, jak płaszcz z pocztówek (1987), czy kolekcja sukienek-kreskówek (1983). Często prezentowane są także okołomodowe projekty pokroju okładek albumów muzycznych, czy książek ilustrowanych przez samego Castelbajaca (ostatnia, „La Petit Larousse” wydana będzie w 2015 roku).

Przede wszystkim jednak, w okół marki Jeana-Charlesa powstała swego rodzaju wirtualna rodzina, której umożliwia się śledzenie życia artysty, chętnie rysującego wszędzie, gdzie się da, a jeszcze chętniej pozującego do „selfie”. Prowadzona w pierwszej osobie komunikacja maksymalnie skraca dystans między francuskim projektantem a społecznością jego fanów rozlokowaną po całym świecie. Co ciekawe, zdjęcia samych kolekcji pojawiają się niezwykle rzadko, stąd też łatwo uwierzyć Castelbajacowi, że jest kimś na kształt dalekiego wujka, który próbuje wypełnić naszą tablicę namiastką swojego świata.

Z pewną dozą podziwu śledzę „prywatne” życie projektanta dziejące się na Facebooku i życzę sobie więcej charakterystycznych osobowości w sieci, a także speców od PR-u, którzy będą potrafili w bezpretensjonalny sposób przedstawić nowych i dawnych bohaterów z branży mody. Przykład Castelbajaca pokazuje, że zamiast mówić: „łączę modę ze sztuką”, należy ją po prostu łączyć, zamiast mówić: „jestem rodzinny”, warto tę rodzinę pokazać, a wtedy nawet Facebook, i równie dobrze każde inne miejsce w sieci, będzie mogło stać się miejscem niezwykle udanego (zaplanowanego czy nie) performansu.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.