Olka
Kaźmierczak
18/11/15

Marka własna: nie bój się być marką

„Nie broń się przed byciem marką” – nawołuje spec od personal brandingu Dan Schawbel. W nowym, współczesnym modelu zatrudnienia Ty i Twoja praca jesteście towarem. Broniąc się przed „zuberyzowaniem” zamykasz sobie drogę do rozwoju.

Nikt nie spodziewał się, że europejscy taksówkarze tak gwałtownie zareagują na popularność Ubera. Taniość przejazdów, schludność kierowców i łatwość w zamówieniu przewozu szybko zyskała zwolenników. Tradycyjni taksówkarze stracili na świecie miliony klientów. Nic więc dziwnego, że postanowili wyjść z demonstracją na ulicę. We Francji demolowali samochody „Uberowców”, w Warszawie blokowali ulice.

Ale w gorączce niezadowolenia miotają się nie tylko taksówkarze. Proces „uberyzacji” dotyka różnych branż. „Uberyzacja” gospodarki, czy też gospodarka na żądanie polega na traktowaniu pracy jako towaru, a zleceniobiorcy jako dostarczyciela usługi. W nowym modelu pracownik jest aktywny w wybranych przez siebie godzinach i za określoną przez siebie stawkę. Bez szefa, bez biura i z możliwością stracenia zlecenia, jeśli tylko nie wykona go zgodnie z wymaganiami klienta.

W gospodarce na żądanie przede wszystkim liczy się marka osobista. Kontrakty z markami podpisują najczęściej ci, którzy pieczołowicie budują swoją pozycję w branży. Nikogo nie dziwi więc fakt, że klient przed zatrudnieniem PR-owca sprawdza jego… zasięgi. I zastanawia się, w jakich sieciach społecznościowych działa, jaką jest marką, a dopiero później, co ma do zaoferowania jako pracownik. Ta sama zależność zachodzi w przypadku castingu na modelkę, stylistkę, czy fotografa. Pierwszym pytaniem padającym na spotkaniach z ekipami produkcyjnymi jest: „Ilu masz followersów?”. Dopiero w następnej kolejności prosi się o pokazanie dorobku w postaci teczki z pracami.

Dlatego też projektanci, modelki, fotografowie czy PR-owcy pracujący w branży mody coraz poważniej myślą o swoich personalnych markach. O skali zjawiska świadczą dane. Według brytyjskiego Fast Future Research „personal brander” będzie w 2030 roku niezwykle rozwojową ścieżką kariery (Schawbel, 2010). Umiejętne zarządzanie osobą jako marką zwiększa jej wartość na rynku pracy i jest szczególnie popularne w kulturze amerykańskiej. Tam procesom marketingowo-PR-owym podlegają nie tylko podmioty komercyjne, ale też osobowości – dziennikarze, politycy, menadżerowie, naukowcy, czy PR-owcy właśnie. Ostatnimi czasy głośno było o odejściu Alizy Licht ze stanowiska DKNY PR Girl i Eriki Bearman z posady Oskar PR Girl. Z pozycją ikon w mediach społecznościowych, zarówno Aliza jak i Erika są gotowe do samodzielnego budowania imperium opartego na ich nazwiskach.

W delikatnej materii personal brandingu najciężej mają ci, którzy twierdzą, że specjaliści to bohaterowie drugiego planu. Szkoda gadać, ilu profesjonalistów przepada w czeluściach swojej nieśmiałości, bo niechęć do ekspozycji, szczególnie tej w internecie, przysłania im cel długofalowy – zbudowanie pozycji na rynku i sprzedanie specjalistycznej usługi.

A pracodawcy coraz chętniej i wnikliwiej prześwietlają nas przez zatrudnieniem. Serwis CareerBuilder.com potwierdza, że 53 proc. osób prowadzących nabór skanuje przyszłych pracowników w mediach społecznościowych i aż 40 proc. postanawia nie zatrudnić danej osoby ze względu na to, co pisze się o niej w sieci. W 2009 roku aż 8 proc. firm zwolniło pracowników z powodu ich wpisów w mediach społecznościowych (Schawbel, 2010).

PR-owcy mody, szczególnie w Polsce, niechętnie pokazują się publicznie. Tylko niektórzy decydują się wyjść poza strefę komfortu i powiedzieć o swoim dorobku szerszemu gronu odbiorców. Wielokrotnie słyszałam „Ja się nie nadaję, nie chcę pokazywać się w sieci”; „Moja firma zabrania mi mówić, że dla nich pracuję”.

Dan Schawbel, specjalista, którego teksty o personal brandingu pojawiły się w „New York Timesie” czy „Wall Street Journal” namawia: odkryj swoją markę, zainwestuj w samopoznanie, zarządzaj swoją tożsamością tak, by Twój przyszły pracodawca odniósł odpowiednie wrażenie. Przykłady Licht i Bearman pokazują, że w myśleniu o sobie jako produkcie nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie. W branży, w której rotacja przypomina ruch na stacji metra głupotą jest zapominać, że najważniejsza marka to przede wszystkim ta własna.

Zdjęcie tytułowe The Style Stalker

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.