Olka
Kaźmierczak
20/01/14

Pakamera, Cloudmine, Showroom, Mostrami – panorama polskiego e-commerce mody

Aby ugryźć kawałek modowego tortu nie trzeba już nawet wychodzić z domu. Zasiadając w fotelu z ciepłym kubkiem kawy w ręku, odwiedzamy swoje ulubione sklepy internetowe. I chyba ich właściciele wiedzą, jak zaskarbić sobie naszą lojalność, bo rynek e-commerce w Polsce jest jednym z najbardziej dynamicznych na świecie, z 20 proc. rocznym wzrostem, nawet w czasach kryzysu.

Ostatnie dwa lata na polskim rynku e-commerce to debiuty dużych detalistów pokroju Zary, Zalando, Reserved, czy Mango. Ale nie o nich będzie dzisiaj mowa, bo z budżetami marketingowymi, jakie posiadają wielkie marki, można zareklamować się nawet na Marsie. Zdecydowanie większą frajdę sprawia mi obserwacja mniejszych marek, portali multibrandowych konsekwentnie promujących polskich projektantów i otwierających im swoją kreatywnością okno na świat.

Oczywiście nie opowiem Wam w jednym poście całej historii e-commerce, ale w czterech krótkich podpunktach wskażę Wam moich faworytów wraz z krótkim wyjaśnieniem, dlaczego mój wybór padł właśnie na nich i jaka niestandardowa akcja wizerunkowa w wykonaniu poszczególnych marek podobała mi się najbardziej. A więc do dzieła!

2005 Pakamera

Pierwszy wirtualny krok w stronę promocji projektantów, rzemieślników, artystów, pseudoprojektantów, pseudoartystów i pseudorzemieślników zrobiła niewątpliwie Pakamera. Wszystko zaczęło się w 2005 roku. W skrzynkach pocztowych Polaków królował jeszcze katalog Bon Prix, ale ci, którzy chcieli od „mody” czegoś więcej, rozpoczynali swoje pierwsze poszukiwania w sieci. Pamiętam, jak na 19. urodziny wybrałam sobie ręcznie robione kolczyki w barokowym stylu. Złoto plus kryształowe zawieszki, cholerstwo niemiłosiernie obciążało ucho i sprawiało, że po godzinie miałam łzy w oczach, ale było warto. Kolczyki przyciągały uwagę, sprawiały, że czułam się jak milion dolców.

Pakamera rzeczywiście skupia tych, którzy zajmowali się szeroko pojętym rzemiosłem artystycznym. Z dzisiejszej perspektywy to i plus i minus serwisu, bo z jednej strony dobrze, że jest duży wybór, z drugiej strony trudniej jest w takim tyglu zapanować nad jakością poszczególnych marek. Natomiast z komunikacyjnego punktu widzenia pojawia się pytanie, jak promować ten twórczy galimatias, by nikt nie czuł się w nim pominięty? Temu służy kilka narzędzi wykorzystywanych przez Pakamerę. Począwszy od zakładki prezentującej stylizacje blogerów z ubraniami i dodatkami z Pakamery, poprzez profesjonalny blog Example.pl (gdzie przeczytasz zarówno o świetnych sposobach na zapakowanie prezentu, jak i dowiesz, co ciekawego ostatnimi czasy zrobił Louis Vuitton).

Pakamera prowadzi także firmowego fanpage’a z prawie 100 000 fanów, a w międzyczasie robi ciekawe promocyjne sesje zdjęciowe z wykorzystaniem projektów dostępnych w sprzedaży on-line. Szczególnie urzekł mnie ostatni projekt „Stylowi Oldschoolowi” pokazujący „duchem wiecznie młodych” w ubraniach m.in. od Joanny Hawrot, Madoxa, czy Risk made in Warsaw. Dodatkowym atutem było opublikowanie sesji w formie interaktywnego albumu, z którego bezpośrednio można było przejść do sklepu i dokonać zakupu rzeczy użytej na zdjęciu. Dlaczego do mojego zestawienia wybrałam Pakamerę? Bo przypomina mi ona czasy, kiedy nikt poważnie nie myślał o sprzedawaniu mody w internecie, nie mówiąc już o inwestowaniu w polskich twórców.

Pakamera była na rynku zanim pojawił się trend na rzeczy z metką „Wyprodukowano w Polsce”. Poza tym doceniam zaplecze komunikacyjne Pakamery – patronaty nad ciekawymi wydarzeniami modowymi w Polsce, tematyczne sesje wizerunkowe, umiejętność porozumiewania się z fanami w social media, profesjonalny i zróżnicowany blog. Mam ochotę poklepać Pakamerę po plecach i powiedzieć jak do starej przyjaciółki: fajnie, że jesteś.

2009 Cloudmine

Wiecie, że pierwsze typowe sklepy internetowe powstały w 1994, zaś w 1997 na giełdzie zadebiutował Amazon? Już wtedy miał ona na koncie milion klientów. Dwanaście lat później w głowie pewnej niepozornej brunetki powstał pomysł na to, by zaprezentować szerszej publiczności selekcję ubrań od polskich projektantów. Wąska grupa marek, bezpretensjonalna identyfikacja wizualna, aż wreszcie silna osobowość założycielki Cloudmine, Marianny Grzywaczewskiej sprawiły, że sklep od pięciu lat z powodzeniem funkcjonuje na rynku. Gdy kobiety pragną czegoś wyjątkowego, ale nie teatralnego, zaglądają na Cloudmine. W żadnym innym miejscu w sieci nie poczujecie się tak, jak w garderobie Marianny, bo tak bym nazwała ten wyjątkowy wybór, w pełni autorski, w pełni prawdziwy, bo będący wynikiem kierującej się emocjami właścicielki.

Na Cloudmine sprzedaje Ania Kuczyńska, Justyna Chrabelska, Domi Grzybek, Maldoror – udostępniają tam niepublikowane nigdzie indziej egzemplarze kolekcji, ale są to projektanci wymagający atencji, oferujący ubrania niełatwe do noszenia, czasami może nawet niezrozumiałe dla potencjalnego odbiorcy. Dlatego tę modę się tłumaczy, wtłacza w mury muzeum, wiezie na drugi koniec Polski, wystawia w pop up shopach, na flash sale’ach, kombinuje się tak, aż zaczyna ona żyć i wchodzić w interakcję z odbiorcą, i to jest chyba najfajniejsze, że Cloudmine nieustannie stymuluje klientów, nie tylko ich ubiera, ale też sugeruje, aby rozpatrywać modę, design, rysunek w kontekście sztuki, ale i prawdziwego życia. Marka ma lekką i spójną identyfikację wizualną autorstwa Edgara Bąka, a także inspirujący blog na Tumblerze (niewiele marek z niego korzysta).

2011 Showroom

Odkąd na rynek wkroczył Showroom, cała branża niszowego, modowego e-commerce o którym traktuje ten wpis, ruszyła. Na rynku pojawił się bowiem poważny gracz, którego spośród innych wyróżniało coś, czego w polskiej modzie jak na lekarstwo – a było to podejście biznesowe. W trzy lata od powstania platformy Showroom, Michał Juda i Jan Stasz mają już za sobą finansowanie od funduszu Hardgamma Ventures i pozyskanie inwestora strategicznego, którym została firma wydawnicza Burda.

Sama platforma warta jest ponad 1 mln złotych, dostępna w angielskiej wersji językowej, sukcesywnie powiększa grono swoich klientów, zarówno tych pochodzących z Polski, jak i obcokrajowców. Osobiście znam przypadki marek, które podwoiły swój obrót na Showroomie i choć na początku to one wspierały swoimi klientami i znajomościami młody start-up, teraz korzystają z ogromnej bazy Showroomu i niemałych możliwości zasięgu portalu. Sam fanpage to ponad 135 000 polubień – tam prezentowane są propozycje stylizacji ubrań, aktualne trendy, promocje, czasami wydarzenia, w które angażuje się marka. Fanpage jest bardzo produktowy, strona również – wszystkie działania komunikacyjne skupione są na jednym – sprzedać konkretną rzecz. I nie jest to w żadnym wypadku zarzut, bo z kupowania Showroom potrafi uczynić niezłą zabawę – o czym świadczy chociażby akcja „Wow”, czyli zastosowanie mechanizmu „lubię to” w kontekście wyborów zakupowych. Za pomocą przycisku „Wow” można było polubić dany projekt, a jego zdjęcie następnie pojawiało się na facebookowej tablicy „lubiącego” użytkownika. Z akcją związane były rozmaite nagrody, ranking najbardziej popularnych przedmiotów itd.

Wydaje mi się, że największym wyzwaniem w komunikacji Showroomu jest stopień zróżnicowania sprzedających w nim marek. Spółka świetnie poradziła sobie z tym zadaniem chociażby poprzez prezentowanie na stronie głównej Showroom zestawów produktów wybranych przez pracowników marki (możemy poniekąd poznać ich gust), jak również swego czasu komponowanych przez blogerów (Harel, Jestem Kasia). Przejrzysty i spójny layout, organizowanie showroomów offline – obecność marki na targach, wydarzeniach modowych (FashionPhilosophy Fashion Week Poland), aż wreszcie podejście scentralizowane na biznesie, a nie sentymentach – nie dziwię się, że Michał Juda i Jan Stasz wraz z 3. urodzinami Showroomu świętować będą zarobienie pierwszego miliona złotych.

2012 Mostrami

Jeśli miałabym porównać Mostrami do zjawiska atmosferycznego, bez wahania wskazałabym tajfun. Mona Kinal i Rafał Kieli – połączenie mediowej lwicy i biznesmena dało początek polskiej wersji Net-a-porter (wiele osób zarzuca duetowi, że ich „wzorowanie się” na tym popularnym zagranicznym portalu zakrawa o kopiowanie). Tak, jak Showroom był pewnym krokiem w kierunku myślenia stricte biznesowego, tak Mostrami było pierwowzorem klasy, elegancji, dbałości o szczegół. Pamiętam, że podczas pierwszych spotkań z projektantami, którzy następnie mieli stać się partnerami biznesowymi portalu, jego przedstawiciele sprawiali wrażenie pewnych swojego sukcesu profesjonalistów. Na lunchach jedzonych w rozmaitych zakątkach Polski prezentowali holistyczną filozofię Mostrami, od czysto biznesowego modelu współpracy, po sposób zapakowania ubrań, aż po firmową wstążkę i metki, którymi zostaną zabezpieczone sukienki. Te całościowe myślenie o sklepie robiło wrażenie – wielu projektantów jeszcze wtedy nie zdawało sobie sprawy z tego, że mogą na swojej pracy zarobić, i to niemałe pieniądze.

Dodatkowym atutem Mostrami był i jest niewątpliwie fakt, że marka posiada studio, zatrudnia modelki, fotografów i stylistów, i robi zdjęcia według własnych standardów. Satysfakcja klientów jest dla nas priorytetem. - mówi współzałożycielka sklepu, znana w warszawskim środowisku mody stylistka, ekspertka od wizerunku Mona Kinal, która w programie „Projektanci na start” pełniła funkcję headhuntera poszukującego świeżej krwi do Mostrami. Mostrami.pl, to perfekcyjnie zdefiniowana filozofia marki z wartościami realizowanymi w każdym aspekcie działań: jakość, inspiracja, przyjemność, bliskość i bezpieczeństwo. „Mostrami z włoskiego oznacza ‘Pokaż Mi’ i my chcemy przybliżać konsumentom polską modę, inspirować ich i zachęcać do komfortowych zakupów" - dopowiada Mona Kinal w wywiadzie Marcina Brylskiego.

Choć cele marki rzeczywiście są bardzo jasno określone i realizowane w spójny sposób, to odnoszę wrażenie, że brakuje tym działaniom polotu. Może marka przynosi w tym momencie takie zyski, że jej właściciele nie widzą potrzeby inwestowania chociażby w social media, ale w moim odczuciu jest to w przypadku Mostrami zmarnowany potencjał.

Badania e-commerce jednoznacznie pokazują, że klienci chcą się kontaktować z markami bezpośrednio w serwisach społecznościowych i są zadowoleni, jeśli otrzymują odpowiedź. Tymczasem, nie kieruję Was nawet na fanpage marki, bo ostatnimi czasy komunikacja jest tak biedna, że aż prosi się o zmianę administratora (bądź nastawienia do Facebooka, który odpowiednio prowadzony może przekładać się na sprzedaż w portalu). Brakuje mi tego pazura, który widoczny był jeszcze w pierwszym roku działalności Mostrami – pozostaje wierzyć, że coś się w tej kwestii zmieni.

2014?

Do kogo należeć będzie ten rok? Jeszcze nie wiem, ale kibicuję wszystkim wyżej wymienionym inicjatywom. I nie tylko. Może powstanie coś nowego, co zaskoczy i mnie, i Was i sprawi, że chętnie będziemy sięgać po nasze wirtualne portfele, a co więcej, czerpać nieskrywaną przyjemność z kupowania u polskich projektantów. I bis, którego dawno nie było.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.