Olka
Kaźmierczak
08/02/20

Pełnia w Lwie: Kosmos czeka, aż zrobimy w końcu to, co zawsze chcieliśmy robić, choć brakowało nam odwagi

Na obwolucie książki „You were born for this. Astrology for radical self-acceptance” przeczytałam, że astrologia nieustannie przypomina nam, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy celowo, a to kim jesteśmy ma wartość i jest błogosławieństwem samo w sobie. Wszelkie niepowodzenia, trudności i wyzwania, przed którymi stajemy są częścią tego, co czyni nas wyjątkowym. Astrologia fascynuje mnie właśnie dlatego, że pokazuje, że w dokładnie takiej formie, w jakiej jesteśmy, stanowimy część boskiego planu wszechświata.

Astrologia przypomina też, że nie żyjemy w oderwaniu od siebie nawzajem i natury. Choć zamieszkaliśmy w murowanych domach i przykleiliśmy sobie do twarzy telefon, Księżyc co miesiąc podczas swojej pełni, przypomina, że składamy się w 80% z wody i tak, jak oceanom i morzom każe wyjść na ląd, tak nas potrafi zamienić w niemogące spać Wilkołaki.

Zafascynowana pełniami i ich mocą traktuję ich astrologiczne znaczenie jako drogowskaz w pracy nad sobą, a nadchodzący Superksiężyc w Lwie władającym sercem, gdzie kryje się źródło naszej mocy jest czymś, na co ochoczo przebieram nóżkami.

Nadchodząca pełnia w Lwie, jak czytamy na blogu Moonset Story, będzie czasem spontanicznego działania, zabawy, szaleństw i odważnej autoekspresji. Ryk Lwa oznacza potrzebę zamanifestowania swojej obecności, wywarcia odpowiedniego wrażenia i ukazania innym swej mocy. Ważne jest, by w tym czasie „ryczeć” prosto z serca, bez dbania o to, co pomyślą inni. Gdy „ryczymy” bez wiary w siebie i bez kontaktu z samym sobą, nasz manifest nikogo nie przekona.

Pełnia w Lwie uczy nas miłości do samego siebie, która jest podstawą do pokochania innych, a także źródłem kreatywności, radości życia i spontaniczności. Jeśli suma naszych złamanych serc składa się na wysoki mur oddzielający nas od naszych uczuć, czas podążyć za słowami najwybitniejszego sufickiego poety Rumiego i zamiast szukać miłości poszukać barier, które zbudowaliśmy przeciwko niej.

Barierą może być brak zaufania, ocenianie czy porównywanie się, z powodu których ciężko jest kochać siebie, a co dopiero innych. Oceniając wychodzimy z założenia, że istnieje hierarchia, w której jesteśmy od kogoś lepsi lub gorsi, co na chłopski rozum wydaje się dość nielogiczne, bo kto niby wymyślił zasady tej drabinki, nie mówiąc o jej bezcelowości i nieproduktywności. Im więcej energii tracimy na budowanie muru między nami a miłością, tym powrót do bezwarunkowego ciepła rozlewającego się po naszej klatce piersiowej jest trudniejszy.

Dobra wiadomość jest taka, że w każdej chwili można zacząć kochać, a najlepiej zacząć od siebie. Pełnia w Lwie to zaproszenie do wyrażenia siebie w pełni, bez krytyki i ograniczeń. Jeśli mamy ochotę śpiewać – zróbmy to! Chcemy zatańczyć – tańczmy! Kosmos czeka, aż zrobimy w końcu to, co zawsze chcieliśmy robić, choć brakowało nam odwagi.

Z miłością,
Olka

Pisząc tekst korzystałam z wpisu Marii z Moonset Story

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.