Olka
Kaźmierczak
17/07/14

Q&A Harel & Mr. Vintage: chcemy być najlepsi w swojej niszy

Opowiedzcie w kilku zdaniach o stworzonych przez Was postaciach – czym charakteryzują się marki Harel i Mr. Vintage?

HAREL: Harel to insiderka i outsiderka w jednym. Podobno jestem znana ze swojego dystansu do mody i zjawisk pokrewnych. O moim życiu prywatnym próżno szukać informacji. Bardzo tego pilnuję.

MR. VINTAGE: Mr. Vintage to mężczyzna z dystansem do siebie i mody, który potrafi znaleźć złoty środek pomiędzy klasyką mody męskiej, a bieżącymi trendami.

Funkcjonujecie w sieci od 2006 (Harel) i 2010 roku (Mr. Vintage). Czemu służy i dokąd zmierza Wasza działalność?

HAREL: U mnie to się zmieniało. Zresztą do tej pory nie mam poczucia misji. Na początku chciałam po prostu zebrać w jednym miejscu swoje inspiracje i fascynacje związane z tematem mody. A że jakaś nutka ekshibicjonizmu się Odezwała, lokalne foldery zamieniłam na publiczną przestrzeń. Z czasem w tej przestrzeni zaczęło się pojawiać coraz więcej polskich marek i projektantów. Obecnie dziewięćdziesiąt procent bloga to miejsce dla nich. Od kilku lat staram się pisać tak, żeby do większości tekstów można było wrócić, bez względu na upływający czas. Wiem, że do archiwum zaglądają też projektanci, o których piszę, bo czasem nie mogą sobie przypomnieć własnych prac. A tam wszystko uporządkowane zostaje na zawsze. Już dawno temu zrezygnowałam z elementu poradnikowego, czego niektórzy czytelnicy nie mogą mi wybaczyć. Ale jeśli już coś chcę przekazać, to to, żeby nie obawiać się nosić po swojemu, odkrywać modę z radością, wpasowywać ją bez obaw w swoje codzienne życie.

MR. VINTAGE: Ja z kolei mam poczucie misji w zasadzie od początku istnienia bloga i nadal chcę je realizować. Chcę promować wśród Polaków dobry styl i dbałość o estetykę. Blog ma charakter edukacyjny i wpisy poradnikowe cieszą się największą popularnością i są moją wizytówką. To świadczy o tym, że polscy mężczyźni coraz bardziej interesują się modą i szukają informacji na ten temat w internecie. Staram się tworzyć treści przystępne i ciekawe dla mężczyzn z różnych grup wiekowych i o różnych gustach. Priorytetem dla mnie nadal jest i będzie tworzenie jak najlepszych treści związanych z modą męską i męskim stylem. Chcę być najlepszy w swojej niszy, dlatego wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Blogosfera modowa jest wyraźnie podzielona.

Dwa główne i przeciwstawne nurty to celebrycki (ogromna popularność i rozpoznawalność, częste komercyjne współprace z markami, ale też częste uczestnictwo w sieciowych awanturach, publiczne rozliczanie się z nieuczciwymi zleceniodawcami, kult przedmiotu, dominujące puste obrazki) i dziennikarski, czyli blogi, których treść z powodzeniem konkuruje z zawartością profesjonalnych magazynów poświęconych modzie. Pytanie pierwsze: czy zgodzicie się z tym podziałem? Pytanie drugie: jak sądzicie, jaka rysuje się przyszłość poszczególnych blogujących o modzie grup?

HAREL: Ten podział to naturalny wynik naszej zróżnicowanej działalności. Jeśli ktoś często się pokazuje na blogu, siłą rzeczy będzie bardziej rozpoznawalny niż ten, który przekazuje swoje pomysły za pomocą liter. Sama mam na koncie doświadczenie z blogiem szafiarskim (był jednym z pierwszych w Polsce) i ze względu na brak czasu w pewnym momencie musiałam zdecydować, na czym bardziej mi zależy. Zwyciężyło pisanie. Podziwiam Michała za to, że potrafi łączyć u siebie jedno z drugim. Trudno mi mówić o przyszłości poszczególnych grup, skupiałabym się raczej na poszczególnych jednostkach. Jeśli dana osoba jest świadoma, kreatywna i pomysłowa, będzie w stanie prowadzić taki blog wizerunkowy do późnej emerytury. Wyobrażasz sobie teksty sponsorowane o tabletkach Geriavit albo testach klinik liftingu? Ja tak. I to jest z jednej strony przerażające, ale z drugiej myślę sobie: dlaczego nie? Oczyma wyobraźni widzę poradnik Michała „Stylowy starszy pan”. Jeśli chodzi o blogi pisane, czasy świetności mamy jeszcze przed sobą (taką mam nadzieję).

MR. VINTAGE: Faktycznie taki podział istnieje, ale dotyczy on w zasadzie każdej branży i jest to coś zupełnie normalnego. Są zespoły muzyczne dla ambitniejszych słuchaczy, ale są też popularne gwiazdki, które nie tworzą, a odtwarzają. Są aktorzy teatralni z ogromnym warsztatem, ale są też gwiazdy serialowe. Jedni i drudzy mają swoich sympatyków, a to znaczy, że jest zapotrzebowanie na różne osobowości. Każda grupa ma swoich odbiorców i w przypadku blogerów jest podobnie. Jeśli chodzi o przyszłość poszczególnych grup, to według mnie jeszcze przez kilka dobrych lat popularność blogerów-celebrytów będzie wciąż rosła. Zapewne wkrótce doczekamy się wspólnych kolekcji z dużymi markami (to już się dzieje), książek i produktów sygnowanych ich nazwiskiem. Zgodzę się z Ewą – jeśli ktoś ma osobowość, pomysł i działa konsekwentnie, to będzie mógł z bloga czerpać korzyści materialne i wizerunkowe jeszcze przez wiele lat. A jeśli chodzi o tych ambitniejszych blogerów, to zapotrzebowanie na dobrej jakości treści będzie zawsze.

Jessica Mercedes, ostatnimi czasy popularna z powodu publicznych pyskówek, zapytana przez Łukasza Jakóbiaka o wpadki popełniane w mediach powiedziała, że „teraz zatrudniła ludzi, by tych błędów nie popełniać”. W tym samym wywiadzie wyznała: „Dążę do tego, by być bardzo poważną i cenioną redaktorką modową”. Jak oceniacie postępowania i wiarygodność tej blogerki?

HAREL: Niewyparzony język Jessiki Mercedes to już prawdziwa legenda. Ja jej wierzę, zresztą gdy tylko odkryłam jej blog, napisałam u siebie, że jeszcze będzie o niej głośno. I proszę bardzo, miałam rację. Mało kto jest tak zdeterminowany w dążeniu do celu. Można ją lubić albo nie, na pewno budzi skrajne emocje. Publiczność tego potrzebuje i to uwielbia. Ten obraz gryzie się jednak mocno z wizerunkiem „poważnej i cenionej redaktorki modowej”. Wyobrażasz sobie Agnieszkę Ścibior, która pisze, że jej czytelnicy mają nudne zawody i brzydkie twarze? Jessika generuje wysoką oglądalność, a to się liczy najbardziej, nawet jeśli nie chcemy się z tym zgadzać. Wysokie statystyki równa się wysoki zysk, zarówno dla klienta, jak i wykonawcy. Ginie w tym wysoki poziom niestety. A odbiorca często nawet tego nie zauważa w nadmiarze kolorowych informacji. Nie mam na myśli tylko Jessiki w tym momencie. To jest poważna plaga, a nie jedno konkretne miejsce w sieci. Niepokoi mnie, że poważni autorzy decydują się pracować w takich redakcjach i pikować poziomem w dół – aż do zadowolenia statystycznego czytelnika.

MR. VINTAGE: W każdej branży są osoby wyraziste, budzące skrajne emocje, kontrowersyjne, charyzmatyczne. Bez tych cech nigdy nie odniosłyby sukcesu opierając się wyłącznie na swoim talencie czy umiejętnościach. W przypadku Jessiki jest podobnie. Zapewne jest wiele blogerek o znacznie lepszym guście czy o większej wiedzy branżowej, ale to ona jest na szczycie. Ja cenię jej przebojowość i konsekwencję. W najbliższych latach na pewno będzie o niej głośno

Czy zdarza Wam się być ocenianym przez pryzmat działań mniej profesjonalnych kolegów i koleżanek z branży?

HAREL: Ależ oczywiście! Na szczęście w branży mody jestem już na tyle rozpoznawalna, że nikt mnie raczej do tego nieprofesjonalnego worka nie wrzuci. Natomiast poza nią bywa różnie. Sformułowanie „blogerka modowa” ma obecnie wydźwięk pejoratywny (z „blogerem modowym” jest trochę lepiej). Trudno z tym walczyć. Wymyśliłam więc inne: „autorka bloga o modzie”. I to naprawdę działa!

MR. VINTAGE: W moim przypadku zdarza się to bardzo rzadko, może dlatego, że blogosfera męska jest moim zdaniem na wyższym poziomie merytorycznym i jednak jest inaczej postrzegana. Ponadto przez te kilka lat wypracowałem sobie wizerunek blogera-profesjonalisty, który ceniony jest za tworzone treści, a nie to, że jest popularny. To jeden z moich największych sukcesów wizerunkowych.

Zapytam wprost: dlaczego Waszym zdaniem autorzy merytorycznych polskich blogów nie są zapraszani na międzynarodowe tygodnie mody? I jak sądzicie, co musi się stać, by ta sytuacja uległa zmianie?

HAREL: Nie są zapraszani, bo mało kto ma o nich pojęcie. Po pierwsze: większość z nas pisze tylko po polsku. To stawia przeszkodę już na samym starcie. Po drugie: nie promujemy się. Nie wiem, czy wynika to z nieświadomości, niewiedzy czy nieśmiałości. Siedzimy w swojej niszy i wychylamy się tylko w szczególnych przypadkach. Jak mamy być zapraszani, skoro organizatorzy nie wiedzą o naszym istnieniu? A po trzecie: nie próbujemy. Piszę teraz o sobie. Ile razy wypełniałam formularz akredytacyjny na tydzień mody w Belinie, a potem o nim zapominałam? Wolę się nie przyznawać. A nie mam ochoty wędrować od firmy do firmy i sprzedawać się za paczkę wafelków, darmowe spa i bilet do Mediolanu. Właśnie dlatego pisałam wcześniej, że czasy świetności mamy przed sobą. Ja chcę zostać zaproszona ze względu na swoje osiągnięcia, poziom, który reprezentuję, a nie wysłana przez markę, której produkt musi się potem pokazać na wszystkich zdjęciach. Wiem, moje podejście jest czarno białe, w takich sytuacjach wychodzi ze mnie ten cholerny idealizm. To moja największa przeszkoda.

MR. VINTAGE: Nie wszyscy o tym wiedzą, ale większość zaproszeń na takie imprezy wypływa nie od organizatorów, lecz od sponsorów, którzy fundują blogerom przelot, hotel, wyżywienie w zamian za eksponowanie ich produktów i logotypów. Dla nich najważniejsze są statystyki i popularność, a nie poziom merytoryczny bloga. Smutne to, ale prawdziwe. Dziękuję za rozmowę!

HAREL – blogująca absolwentka Akademii Muzycznej, laureatka Modnych Kreacji (2011), nagród przyznawanych przez magazyny Viva!Moda i Elle Polska. Od 2006 pisząca „O modzie subiektywnie”. Nieugięta, nieustępliwa, niekomercyjna. W 2012 otrzymała statuetkę Blog Roku w kategorii „blogi dziennikarskie” przyznawaną przez Backstage Show. Jej nieodłącznym kompanem jest terier Łatka.

MR. VINTAGE – czyli Michał Kędziora, „profesor Miodek mody męskiej” („Press”), od 4 lat uczący Polaków jak stylowo nosić się na co dzień. Książkowy przykład nienagannego wizerunku przyprawionego odrobiną luzu i humoru. Autor bestsellerowej publikacji „Rzeczowo o modzie męskiej” i laureat nagrody Blog Roku 2013 przyznawanej przez Fashion Magazine.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.