Olka
Kaźmierczak
20/11/18

SPECJALISTKI: Eva Kaczor

O drodze od brand managera do przewodnika duchowego, wprowadzaniu ludzi w ekstazę za pomocą oddechu i odnajdywaniu własnej prawdy rozmawiam w jej berlińskim mieszkaniu z Evą Kaczor.

Eva Kaczor @evakaczor – przewodniczka duchowa, nauczycielka oddechu i medytacji, joginka, twórczyni rytuałów PSYCHEDELIC BREATH, YOGIS ON SOUND i YOGA MEETS ART. Posiada dyplom z psychologii, jest certyfikowaną nauczycielką Vinyasa, Thyroid i Yin Yoga, dodatkowo ukończyła kursy Thetahealing, Reiki i Spiraldynamik. Cała jej praca zawodowa nakierowana jest na umożliwianie ludziom tworzenia tego, co kochają. Łącząc dar intuicji z wiedzą o rozwoju duchowym, znajomością muzyki elektronicznej i sztuki stworzyła swój unikatowy styl nauczania. Dużą częścią jej pracy jest współpraca z artystami, prywatne, duchowe przewodnictwo ludzi rozsianych po całym świecie oraz udział w wydarzeniach pokroju Burning Man, HABITAS, Nomade Tulum, Domos Earth Equador, Festival Nomade Chile i Villa Illumina Mykonos. Eva na co dzień pracuje i mieszka w Berlinie.

Byłam bardzo zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że pracowałaś jako brand manager! Jak wyglądała Twoja droga od osoby budującej marki do przewodnika duchowego?

Studiowałam psychologię i chciałam być terapeutką. Czegoś mi jednak brakowało i z czasem odkryłam, że był to brak integracji poziomu duszy do leczenia. Więc zaczęłam się zastanawiać, co mam z tą wiedzą zrobić? Strategia marki była wtedy w Niemczech nową, praktycznie nieistniejącą dziedziną, ale brzmiała bardzo łebsko (śmiech). Sama nauczyłam się wszystkiego, dołączyłam do kilku najlepszych agencji i zaczęłam prowadzić warsztaty strategiczne na całym świecie. 10 godzin pracy z ludźmi dzień w dzień. Byłam w tym bardzo dobra, ale intensywność pracy zabijała mnie. W momencie, kiedy jeden z właścicieli agencji powiedział mi na lotnisku: „Eva, jesteś niesamowita, rozwińmy koncept Twoich warsztatów”, odpowiedziałam tylko: „Odchodzę, nie mogę tak dłużej”. Kręciło mi się w głowie, nie byłam w stanie wstać rano z łóżka, byłam chora. Moi szefowie wspierali mnie bardzo, ale nie uchronili mnie przed wypaleniem. Byłam dla siebie za ostra – uprawiałam dużo sportu, nie jadłam – robiłam wszystko na przekór mojej delikatnej naturze. Spędziłam rok na kanapie. Na szczęście miałam obok siebie niesamowitego mężczyznę. On mnie nakarmił, wspierał mnie, to była prawdziwa miłość.

Tego roku wymyśliłam dwa magazyny, jeden o kreatywnych przedsiębiorcach i drugi o berlińskiej scenie artystycznej. Robiłam projekty na freelansie i wtedy zaczęłam poznawać jogę. Pojechałam do Nowego Jorku na Yoga Teacher Training i kiedy wróciłam do Berlina byłam tak wkręcona, że uczyłam jogi codziennie, a z czasem wymyśliłam autorską serię jogowych eventów.

I wtedy stworzyłaś rytuał PSYCHEDELIC BREATH. Opowiedz mi o nim coś więcej. Jak oddychanie może nam pomóc? To taka podstawowa czynność.

PSYCHEDELIC BREATH opiera się na pranajamie, metodzie zmiany stanu świadomości poprzez kontrolę oddechu. Reakcja biochemiczna podczas PSYCHEDELIC BREATH nazywana jest stanem ekstazy lub jedności. Przechodzisz w stan nadzwyczajnej świadomości, uzyskujesz dostęp do wyższych jej wymiarów. Szukasz czegoś nowego w czymś starym. Wchodzisz w podświadomość, pamięć i w moim przekonaniu – w przestrzeń czystej możliwości. Po każdej sesji oddychania wprowadzam moich uczniów w różne formy medytacji. To po to, by mogli odpowiedzieć sobie na pytania: po co tu jestem, czym chciałbym się podzielić?

Kto uczestniczy w Twoich zajęciach?

W moich sesjach jeden na jeden uczestniczą głównie ludzie, którzy są gotowi wejść na kolejny poziom wtajemniczenia i cel ich duszy. „Kim jestem? Co tu robię? Co chcę stworzyć?” – to pytania, na które szukamy odpowiedzi. W Berlinie moimi klientami są głównie młodzi kreatywni, przychodzący eksplorować razem ze mną. Międzynarodowo pracuję z odnoszącymi sukcesy przedsiębiorcami, którzy są bardzo ciekawi jak dotrzeć do tego, co nadaje ich życiu sens.

No dobrze, to załóżmy, że ktoś przychodzi do Ciebie i pyta: „Kim jestem?”. Od czego zaczynasz?

Po pierwsze, „dostrajam” się do ich prawdziwego głosu poprzez medytację, potem pracuję z czytaniem intuicyjnym, to jeden z moich darów. Widzę człowieka takim, jakim naprawdę jest. Widzę źródło jego życiowego potencjału. Próbuję otworzyć go na to, czego naprawdę chce, pracując z wyobraźnią, manifestacją i intencją, aby to zrealizować. Każda sesja jest inna. Jednym z powodów, dla których mam problem z nazwaniem mojej pracy coachingiem, jest to, że w moim mniemaniu coaching jest bardzo ustrukturyzowany, podczas gdy ja pracuję intuicyjnie. I to działa. Zwykle nie potrzebuję więcej niż 3 sesji, aby zmienić myślenie moich klientów.


A nad czym teraz pracujesz w kontekście własnego rozwoju duchowego?

W tej chwili pogłębiam swoje zrozumienie rządzących nami podświadomych wzorców i przekonań, które blokują mnie przed byciem moją najwyższą formą. Czytam książki o umyśle, podświadomości, duszy, hipnoterapii. A ponieważ mój chłopak jest moim największym duchowym nauczycielem, spędzam z nim wiele godzin otwierając się na to, co wydaje mi się prawdą.

Brand manager, nauczycielka jogi, twórczyni rytuałów oddechowych... Jakie będą Twoje kolejne wcielenia?

Dosłownie wczoraj uświadomiłam sobie, że termin „przewodnik duchowy” wydaje mi się naprawdę niesamowity i podniecający – bo muszę przyznać, że ostatnio straciłam pierwiastek ekscytacji. Mój chłopak powiedział wczoraj: „Zobacz kochanie, ile już udało Ci się osiągnąć w życiu, odhaczyłaś tak wiele. Jesteś niesamowitą nauczycielką jogi, stworzyłaś PSYCHEDELIC BREATH, udało Ci się zaprosić do współpracy niesamowitych artystów, uczyłaś oddychania tysiąc osób na Burning Manie. Odhaczyłaś różne cele, stąd ekscytacja nieco mniejsza”. Poczułam, że mnie to smuci, więc wymyśliliśmy termin, który jeszcze rok temu negowałam – przewodniczka duchowa. Rok temu tworzyłam wydarzenie na Facebooku i nie byłam w stanie o sobie napisać „przewodniczka duchowa” – myślałam sobie „O boże, przewodniczka duchowa brzmi super, ale nie jestem na to jeszcze gotowa”. I zawsze, gdy czuję, że nie jestem gotowa, oznacza to, że zwykle jestem (śmiech). Więc rezonuję teraz z duchowym przewodnictwem, ponieważ koniec końców jest coś, co daję drugiemu człowiekowi.

Czy nazwałabyś się odważną?

Kiedyś wydawało mi się, że odwaga polega na stawianiu czoła przeciwnościom, na przykład lękowi przed porażką. Dzisiaj powiedziałabym, że odwaga polega na odnalezieniu własnej prawdy, może podzieleniu się nią? Dotykaniu czegoś, co jest dla ciebie prawdziwe. A potem życiu według tej prawdy – tym jest dla mnie odwaga.

W jednym wywiadów powiedziałaś, że masz sposób na długowieczność. Jaki?

Serio, ja tak powiedziałam? (śmiech) Nie jestem w tym ekspertem, ale… Jednym ze sposobów na długi żywot jest ciekawość – uczenie się przez cale życie. Czegokolwiek, co cię interesuje. Następnie, kreowanie siebie wciąż na nowo, tak jak ja wczoraj – czułam, że umieram! Pozwalanie sobie na zmianę – bez względu na to, ile masz lat. Uznawanie i szanowanie swoich uczuć. Bycie uczciwym wobec siebie. Oraz podróżowanie – to dla mnie duża rzecz. Podróżując dotykasz prawdy. A także dyscyplina. Wierzę, że dyscyplina to robienie rzeczy, które kochasz i które przynoszą ci radość. Moją inspiracją są starzy ludzie, którzy nadal są ciekawi świata i dzielą się swoją mądrością.

Mam następny cytat. Jestem dzisiaj dobrze przygotowana (śmiech). Jakiś czas temu powiedziałaś, że twoja praca nie musi być opłacalna. „Dochody i tak przyjdą”. Czy możesz rozwinąć myśl?

(śmiech) To był stary wywiad. Od tamtego czasu zmieniłam zdanie na temat pieniędzy. Lubię je. Nigdy ich nie odrzucałam, ale nie pozwalałam sobie na zarabianie powyżej pewnej kwoty. Chciałam zrobić kolejny krok i pozwolić sobie mieć trochę więcej, niż wystarczająco. Żyć komfortowo, żebym nie musiała ciągle sprawdzać konta i wkurzać się, że nie mogę iść do dentysty, bo wszystko już wydałam. Obecnie praktykuję wyższą świadomość dla obfitości (śmiech). Przyciąganie pieniędzy i umożliwianie im, by było ich więcej.

Jestem teraz w sytuacji, w której ludzie pytają mnie o moją stawkę. Występuję na ogromnych, biletowanych wydarzeniach, więc też chcę na nich zarabiać, prawda? Mój chłopak wczoraj powiedział w punkt: „Nadal sądzisz, że kwota, którą zarabiasz opiera się na tym, co fizycznie robisz, a nie na tym, kim się stałaś”. Przestawiam się na myślenie, że na moją stawkę składają się lata praktyk, kursów, doświadczenie i uczenie się we własnym zakresie – to zamiast myślenia „Ach, to tylko 90 minut psychodelicznego oddechu”. Bo tak wciąż myślę. Jest to jedna z nauk, którą się teraz dzielę i której sama się uczę: „Zapytaj o wartość tego, kim się stałeś, nie o to, co zapewniasz”.

Mam świetną książkę o negocjacjach, mogę Ci ją podrzucić (śmiech).

To jest dużo bardziej skomplikowane niż nauka negocjacji. To zmiana systemu przekonań. Wyzbycie się strachu, który wstrzymuje cię przed poproszeniem o 10 tysięcy euro, kiedy w środku cała drżysz i myślisz sobie „tak, chcę zarobić te pieniądze!”.

Muszę przyznać, że miałaś całkiem niezłych chłopaków. Jak ich znajdujesz?

Cóż, moje serce jest zawsze otwarte. Ma niesamowitą zdolność wybaczania, ma niesamowitą zdolność do promieniowania uczuciami. Wierzę, że ważną częścią mojego życia jest miłość, spotykanie drugiego człowieka, pracowanie nad tym magnetyzmem. Inną sprawą jest otwartość – jak bardzo jesteś dostępna? Czy wierzysz w miłość, czy boisz się cierpienia? Wszystkie moje związki były bolesne, ale, w przeciwieństwie do bólu fizycznego, nigdy nie bałam się złamanego serca. Wręcz przeciwnie – kiedy myślę o miłości, mówię – „Dajesz!”. Jedną z rzeczy, których ostatnio uczę jest to, że nie da się zamknąć lub złamać serca.

Jak udało Ci się pozostać otwartą, mimo rozstań i zawodów?

Wierzę w emocje – kocham czuć i myślę, że to mi daje dobre połączenie z moim sercem. Moja mama powiedziała ostatnio „Nie chcemy poznawać więcej twoich chłopaków! Zmieniasz ich jak szalona”. Kurczę, byłam przecież w czteroletnim związku. Czteroletnim! To nie jest zmienianie facetów jak rękawiczki. A mama na to: „Tak, ale Twoi faceci są tak epizodyczni”. A ja myślę sobie, że tak, to dlatego, że spotykamy się, wspieramy, jesteśmy dla siebie wyzwaniem, a później idziemy dalej.

fot. Aleksandra Zaborowska

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.