Olka
Kaźmierczak
23/12/19

Te książki pomagają zacząć od nowa, boldować nadzieję lub teleportować się do innego świata

Pokaż mi, co czytasz, a powiem ci, przez co teraz przechodzisz. U mnie w tym roku książki na nowy zawodowy początek, boldujące nadzieję oraz teleportujące do innego świata.

Jeśli chcesz zacząć od nowa, przeczytaj:

1. „Z wielką odwagą”, Brene Brown

Brene Brown to amerykańska badaczka, która na podstawie dwunastu lat pionierskich badań nad związkami międzyludzkimi oraz takimi uczuciami jak wstyd czy empatia obala kulturowy mit, że wrażliwość jest słabością oraz udowadnia, że wręcz przeciwnie, jest źródłem wielkiej odwagi.

Otwierając publikację „Z wielką odwagą”, która w tym roku zyskała status kultowej, Brene za kluczową inspirację podaje mowę Theodora Roosevelta zatytułowaną „Człowiek na arenie”. Czytamy w niej, że nie krytyk się liczy, a człowiek na arenie, którego twarz od dzielnej walki umazana jest błotem i krwią. Który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, „który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał triumf wielkiego wyczynu”, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej robi to z wielką odwagą.

Brene biorąc na warsztat słowa Roosevelta i opisując swoje przygody na arenie obala mity na temat wrażliwości, wskazuje, jak zrozumieć i zwalczyć toczący nas wstyd, nauczyć się chronić i pielęgnować swoją wrażliwość, a przede wszystkim dostrzec, że jest ona źródłem emocji i doświadczeń, których pragniemy, jak miłość, poczucie przynależności, radości, odwagi, empatii, kreatywności etc.

Dzięki książce Brene Brown zrozumiałam, jak wielkim skarbem jest wrażliwość, że należy ją chronić, o nią dbać i dzielić się nią tylko z osobami, które na to zasługują.

Polecam „Z wielką odwagą” każdemu, kto chce, aby jego cel był jaśniejszy, a życie sensowne. W książce Brene znajdziemy wiele wskazówek do wykorzystania w życiu na co dzień, ale też pomocnych przy budowaniu biznesu. Zarządzaniu przez odwagę, budowaniu kultury kreatywności i innowacji przez otwartość Brene poświęca w swojej książce kilka porządnych rozdziałów.

2. „Game changers”, Dave Asprey

Dave Asprey, podobnie jak Brene, poświęcił życie rozmowom z ludźmi i wyciąganiu wniosków z ich osobistych historii. Asprey, znany w Stanach Zjednoczonych jako pan od „hackowania życia”, pięciuset prekursorom, biznesmenom, menadżerom, naukowcom i, generalnie rzecz ujmując specjalistom zadowolonym ze swojego życia zawodowego zadał to samo pytanie: „If someone came to you tomorrow wanting to perform better as a human being, what are the three most important pieces of advice you’d offer, based on your own life experience?”.

Spoiler alert: choć Asprey przemaglował topowych biznesmenów/-menki, przedsiębiorców/-biorczynie i szefów/szefowe, żadne z nich nie wspomniało o pieniądzach, władzy czy fizycznej atrakcyjności jako kluczach do ich sukcesu. Żaden z innowatorów nie daje złamanego fucka za rzeczy, którym my, zwykli śmiertelnicy w życiu poświęcamy najwięcej czasu. Wręcz przeciwnie. Analizując odpowiedzi na zadane pytanie Asprey podzielił je na trzy kategorie: rzeczy, które sprawiają, że jesteś mądrzejszy, szybszy i szczęśliwszy. Dlatego tak bardzo będę was namawiać do przeczytania tej książki.

Niech ostatecznie kupi was tych kilka mądrości od Asprey’a:

– „Żałuję, że nie miałem dostępu do treści tej książki (i nie byłem wystarczająco mądry, by słuchać) 20 lat temu, gdy byłem nieszczęśliwy, gruby i powolny, a moje życie było pasmem porażek, bo uganiałem się nie za tym, co trzeba, a później zastanawiałem, dlaczego nie cieszę się, gdy to zdobywam”.

– „Sukces to efekt uboczny odstawienia na bok ego i podążania za swym prawdziwym powołaniem”.

– „Ludzie, którzy pociągają za sznurki, na pierwszym miejscu stawiają własny spokój i szczęście, bo wiedzą, że na koniec dnia nie ma znaczenia, jak szybki czy mądry jesteś. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, utykasz w przeciętności. Dlatego szczęście odgrywa ogromną rolę w tej książce”.

3. „Inward”, Yung Pueblo

Yung Pueblo pojawił się w moim życiu w czasie największego emocjonalnego wpierdolu. Gdy Merkury w retrogradacji przejeżdżał prosto po mnie, z nieba spadła Ewa polecająca Yunga, jako źródło momentów „AHA!”. Spowita listopadowym marazmem nie miałam nic do stracenia, sięgnęłam więc po książkę Ekwadorczyka Diego Pereza, mówcy, medytatora i poety ukrywającego się pod pseudonimem Yung Pueblo, czyli „Młodzi ludzie”.

„Inward” to zbiór krótkich proz i poezji udowadniających, że miłość własna jest odpowiedzią na chaos wewnętrzny i otaczającego świata, a płynące z niej współczucie, odwaga i szczerość wobec siebie są gwarancją dobrego życia.

Autor z czułością przeprowadza czytelnika przez kolejne etapy rozumienia i kochania siebie, nadając tej podróży sens wykraczający poza pojedyncze istnienie. Pueblo pisze: „The world itself is currently shifting from being ruled by the fear of ego to being liberated by the love of consciousness; what we face internally is a microcosm of what humanity faces globally – this is why growing our self-love is medicine for our earth”.

A ja postuluję, by Pueblo był przepisywany na receptę i refundowany przez NFZ, bo jego słowa są lekarstwem na jedną z najgroźniejszych chorób cywilizacyjnych – samotność.

Jeśli chcesz się poczuć częścią czegoś większego, przeczytaj:

4. „Pan raczy żartować, panie Feynman!”, Richard P. Feynman

Kultowa autobiografia zdobywcy Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, genialnego naukowca i propagatora wiedzy Richarda Feynmana.

Pierwszoosobową relację z budowy bomby atomowej przepleciono karierą Feynmana jako... nadwornego trolla. Naukowiec, oprócz zgłębiania tajemnic materii lubował się bowiem we wpuszczaniu kolegów w maliny. Feynman opisuje, jak stał się specem od otwierania sejfów, walczył z rządową biurokracją i flirtował z tancerkami w Las Vegas. Aparycja amanta i miłość do kobiet dodają pikanterii historii życia człowieka, który z okazji wizyty dyplomatycznej w Azji nauczył się japońskiego, wystąpił na festiwalu w Rio jako jeden z muzyków lokalnej grupy tanecznej i za dolara oddał amerykańskiemu rządowi pomysł na elektrownię jądrową.

W historii Feynmana urzekła mnie jego bezkompromisowość, etyka pracy i nieustająca ciekawość świata, spiritus movens Feynmanowego kosmosu. Polecam. A jeśli chcecie się dowiedzieć, jak mieć w poważaniu, co myślą inni, zajrzyjcie też do drugiej części autobiografii Feynmana, „A co cię obchodzi, co myślą inni?”. Pisanej u schyłku życia i nieco mniej porywającej, ale również ciekawej.

5. „Chrobot”, Tomasz Michniewicz

„Życie najzwyklejszych ludzi świata” to podtytuł powieści, dzięki której równolegle przed naszymi oczami pojawiają się życiorysy pięciu bohaterów z różnych zakątków świata. Choć dzieli ich niemal wszystko, od miejsca zamieszkania, statusu społecznego, koloru skóry, poglądów i podejścia do życia, historie te mają wiele wspólnego: pokazują próby budowania relacji międzyludzkich, odnalezienia i ochronienia swojej tożsamości w danej nam kulturze i ludzkie dążenie do szczęścia.

Michniewicz pokazuje, ile wspólnego mają pozornie nie powiązane ze sobą życiorysy i wydarzenia i zostawia czytelnika z poczuciem sprawczości. Tu, gdzie zaczyna się przekonanie, że moje, Polki z Gdańska decyzje wpływają na życie człowieka na drugim końcu globu, kończy się pozorna lekkość „Chrobotu”.

6. „Inne umysły”, Peter Godfrey-Smith

Jeśli się kiedyś rozwiodę to dlatego, że mój mąż z uporem odmawia przeczytania „Innych umysłów”. Mówi, że nie interesuje go życie ośmiornic, którym poświęcona jest książka, ale „Inne umysły” są o czymś większym – o zanurzaniu się w oceanie i obserwowaniu miejsca, które jest początkiem każdego z nas.

Żadna popularnonaukowa książka nie uświadomiła mi w tak obrazowy sposób naszej drogi od planktonu do człowieka w świątecznym sweterku, w którym piszę dla Was dzisiejszy tekst. Równa się jej tylko „W rzeczy samej” Marka Miodownika – tu z kolei poznajemy świat materii, aby zdać sobie sprawę, że prawdopodobnie pochodzimy z tej samej komety, co nasz sąsiad, a materiały, z których dziś powstają smartfony i roboty istniały na ziemi miliony lat temu.

Ale wracając do ośmiornic.

„Inne umysły” są porywającą opowieścią o jednych z najbardziej zadziwiających zwierząt zamieszkujących oceany. Ośmiornice są ciekawskie, inteligentne i przebiegłe. Potrafią pluć w laboratoryjne żarówki z takim zacięciem, że ich wymiana rujnuje budżet naukowy i zmusza do przerwania badań nad głowonogami, są w stanie przejść przez dziurkę wielkości swojego oka, a w podwodnych koloniach urządzają dzikie harce, podczas których zdarza im się zdzielić kolegę macką. Próbując zrozumieć umysły ośmiornic wraz z Peterem Godfreyem, zbliżamy się do tajemnic naszych własnych.

Jeśli potrzebujesz teleportować się do innego świata, przeczytaj:

7. „Swing time”, Zadie Smith

Do poduszki zazwyczaj czytam klasyki, ale dla Zadie Smith robię wyjątek. I nie żałuję. „Swing time” to historia dwóch dorastających razem, zafascynowanych tańcem przyjaciółek.

Gdy jedna zostaje profesjonalną tancerką, druga poznaje kulisy londyńskiego przemysłu muzycznego i poświęca mu życie. Napędzana rywalizacją przyjaźń rozchodzi się w szwach, gdy tancerka nie potrafi poradzić sobie z dorosłością, a asystentka gwiazdy spędza życie na kursowaniu między Lodynem, Nowym Jorkiem i Afryką.

8. „Dziwne losy Jane Eyre”, Charlotte Brontë

Nie będę ukrywać – mam słabość do XIX w. powieści. Szczególnie, gdy tematem jest miłość, samotność, nieoczywiste wybory życiowe i wydeptywanie w pagórkach życia swojej ścieżki, a to właśnie robi przez 608 stron Jane Eyre.

Jane jest niezłomna, historia jej życia okrutna, a mimo tego, postawa imponująca (choć czasem, nie powiem, miał człowiek ochotę wziąć Jane za ramiona i potrząsnąć nią, żeby w końcu przestała się godzić na bycie chłopcem do bicia).

Myślę, że fenomen powieści, która dzień po publikacji wywołała w angielskich gazetach burzę, a dziś zachwyca się nią tak wielu czytelników (no dobra, ja i być może Ty J ) polega na ponadczasowości samotności, zwłaszcza, jeśli jest to samotność wśród ludzi, tęsknota za ciepłem drugiego człowieka i izolujące przekonanie o byciu dziwakiem.

9. „Anna Karenina”, Lew Tołstoj

O Annie moglibyśmy dziś powiedzieć, że była ozdobą starszego męża, zapatrzonego w księgi rachunkowe nudziarza, przy którym życie ciągnęło się jak ser na marghericie.

Nic więc dziwnego, że przy okazji jednego z wyjść towarzyskich uwielbiana na petersburskich salonach Karenina zadurza się w ekscytującym hrabim Wrońskim i przeżywa z nim codzienny pokaz fajerwerków (if you know what I mean).

Choć Karenina walczy o rozwód, a Wroński traktuje ją jak miłość swojego życia, na wychodzące poza konwenanse uczucie nie są gotowe rosyjskie elity. Związek Anny i hrabiego nie mieści im się w głowach, a grupowy ostracyzm doprowadza do tragedii. Więcej Wam nie powiem, idźcie i przeczytajcie sami.

Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Możesz zaakceptować pliki cookies albo możesz je wyłączyć w swojej przeglądarce. Dalsze korzystanie z mojej strony internetowej bez zmiany odpowiednich ustawień w Twojej przeglądarce oznacza zgodę na przetwarzanie danych. W przypadku akceptacji plików cookies, staję się administratorem Twoich danych osobowych. Informacje o Twoich prawach, moich danych kontaktowych, podstawie prawnej przetwarzania, odbiorcach Twoich danych, okresie przechowywania oraz dobrowolności podania danych i konsekwencjach ich niepodania znajdują się tutaj.